P.E.T.A - Tarnowski Klub Karpiowy.

Tarnowski Klub Karpiowy P.E.T.A

Karpiowanie - nasza wielka pasja!
More Website Templates @ TemplateMonster.com. July 16, 2012!


 •  Opublikowano dnia: 2011-09-12  •   Dawid Macheta  •   Wyświetleń: 2905   • 

Na francuskie karpie z Januszem Mollem cz. 1



Jeśli miałbyś możliwość wyjazdu na wakacje, gdzie byś pojechał? Dla mnie odpowiedź jest oczywista!- Do Francji, kraju słynącego z rekordowych karpi. Dzięki mojemu przyjacielowi, partnerowi na zawodach i karpiarzowi o dwudziestoletniej praktyce w łowieniu- Januszowi Molowi, miałem okazję po raz drugi w życiu udać się w pogoń za francuskimi ulubieńcami.

W godzinach porannych dnia 30 lipca wsiadłem do autobusu, aby przebyć ponad 24-godzinną podróż do miejscowości Bad-Sackingen, położonej w południowo-zachodniej części Niemiec, w niedalekiej odległości od Francji i Szwajcarii. Po dotarciu na miejsce, zostałem gorąco przywitany przez mojego przyjaciela Janusza, z którym razem zjedliśmy pyszny obiad, a następnie udaliśmy się, aby spakować potrzebny sprzęt na 6 dniowy wyjazd nad zbiornik położony w miejscowości Courtavon (czyt. Kutafon). Po odespaniu nocy spędzonej na jeździe autobusem, wstaliśmy skoro świt, by jak najwcześniej znaleźć się nad ww. zbiornikiem.

Pierwszy dzień sierpnia, a zarazem pierwszy dzień zasiadki okazał się ciepłym i słonecznym- wprost wymarzonym do przygotowywania stanowiska. Po dojechaniu na łowisko zostaliśmy przywitani przez gospodarza wody, u którego Janusz tydzień wcześniej rezerwował ?ósemkę?. Gdy dowiedzieliśmy się, iż na naszym stanowisku jest jeszcze inny wędkarz, który do popołudnia miał czas na łowienie, postanowiliśmy zrobić mały spacer wkoło stawu. Dowiedziałem się, iż jest to 16ha zbiornik, o średniej głębokości ok. 3m, który wygląda niczym pochylnia, z jednej strony płytki- z drugiej zaś, głębokość do 8m. Mniej więcej pośrodku, znajduje się stare koryto rzeki, i w jego okolicy głębokość wzrasta. Zbiornik częściowo zarośnięty, delikatnie zamulony. Rekordowy karp z tej wody to 19,45kg, lecz przeważają sztuki do 10kg, które rzadko kiedy zostawiają coś dla większych cyprinus?ów. Pływają tu także potężne sumy. Krótko przed moim przyjazdem kolega Janusza- Jurek złapał suma 157cm- ponad 30kg.

Po spacerze udaliśmy się, aby zacząć rozbijanie namiotu, rozkładanie statywu, wędek? . Gdy wszystko było gotowe, nadszedł czas, by zanęcić. Do wody wrzuciliśmy kilka rodzajów kulek, pelletów, konopie, zanętę sypką dla sklejenia kul, kukurydzę i wiele ciekawych aromatów. Wszystko dokładnie wymieszaliśmy i zrobiliśmy kule zanętowe, które posyłaliśmy na środek stawu przy pomocy ?wiuchy?.

Następnym krokiem było zarzucenie zestawów i czekanie na upragniony dźwięk sygnalizatora w towarzystwie kolegów Polaków, mieszkających na obczyźnie.

Na pierwsze branie przyszło nam czekać do północy, wtedy też, gdy usłyszałem ciągły pisk Delkima, szybko zerwałem się z krzesła by wyholować pierwszego francuskiego karpia tej wyprawy. Tak waleczniej ryby, jak na swój rozmiar jeszcze nigdy dotychczas nie widziałem, karp 7,5kg walczył dobre kilka minut, niczym ?dwudziestka?. Okazało się, że wziął na kulkę 22mm. Szybka fotka, buziak i do wody, oraz ciąg dalszy imprezy pt.: ?Na dwa palce?;-).

Drugiego dnia po przebudzeniu wychodzę z namiotu, patrzę, patrzę, patrzę?, a tu wszystkie swingery w dole- myślę sobie ?ale mieliśmy sen, He He?.

Przerzuciliśmy zestawy, donęciliśmy spodem i udaliśmy się do pobliskiego sklepu. Co może być dla wielu z was wielkim zaskoczeniem, zostawiliśmy cały nasz dobytek bez opieki na ponad godzinę i po powrocie wszystko było na swoim miejscu! Gdy dojeżdżaliśmy na stanowisko centralka dała o sobie znać, Janusz wyskoczył z samochodu, aby wyholować 5kg karpia, a ja spokojnie zaparkowałem samochód.

Drugi dzień na Courtavon był bardzo udany, dołapaliśmy jeszcze karpie 5,5kg; 3kg; 4kg; 5kg; 4,5kg i mieliśmy także jedną spinkę. Po każdym wyholowanym karpiu donęcaliśmy łowisko dwoma kulami zanętowymi wielkości pomarańczy. Druga noc także należała do udanych, na macie zameldowały się karpie 8,5kg; 8kg; 5kg i 4kg.

Trzeciego dnia po południu Janusz zabrał się za łowienie żywców na suma, oparł sobie wędkę o tabliczkę z numerem stanowiska, a tu nagle ?wiatr zawiał? i Janusz wywrócił się na nowiuśką spławikówkę, wędka pękła tuż nad korkową rękojeścią. Ze złości mój kompan dokończył dzieła zniszczenia i połamał kij w drobnym mak. Nie zostało nic innego, jak siąść i napić się zimniutkiego piwka z ?lodówki?- zimnego strumyczka, który płynął zaraz obok naszego stanowiska.

Do wieczora złapaliśmy dwa karpie po 5kg i jednego 4kg, zaliczając też także jedną spinkę. Wieczorem znów spotkaliśmy się z kolegami Polakami, by miło spędzić czas w towarzystwie ?Gorbiego?, ?Eristoffa? itp. Impreza przy grillu potrwała do późnej nocy, podczas gdy Wojtek raczył nas masą kawałów. Niestety w nocy doszło do spadku ciśnienia przez co brania ucichły.

Czwarty dzień był pochmurny i deszczowy, przez co karpie nie chciały współpracować. Od ponad 24 godzin nie zanotowaliśmy brania, co na tej wodzie jest nie do pomyślenia! Długo zastanawialiśmy się co można by zmienić w sposobie naszego łowienia, by skusić leniwe karpie do żerowania.

Dopiero kolejna zmiana pogody sama przyniosła rozwiązanie. Pod wieczór rozpogodziło się i na brania nie trzeba było długo czekać, efektem były nie wielkie, ale waleczne jak wszystkie inne z tej wody karpie: 5kg, 3kg i 4kg.

Ostatnia noc pod względem brań karpi okazała się słaba- tylko jeden karp 4kg. Natomiast po tylu dniach czekania, mój przyjaciel doczekał się brania suma! O pierwszej w nocy szybka jazda niczym karpiowa, Janusz wybiegł z namiotu, lecz gdy zostało mu do pokonania może 3m ryba przestała wysnuwać żyłkę z kołowrotka, jeszcze szybko zaciął ale niestety pusto. Janusz zdenerwowany, ale pełen determinacji i nadziei zarzucił ponownie zmaltretowaną płoć. Na kolejne branie sumowe nie przyszło nam długo czekać, około trzeciej w nocy powtórka z rozrywki, Janusz dobiegł do wędki ale o dwie sekundy za późno, tym razem postanowił poczekać, aż pojedzie drugi raz. Niestety ryba znów wyczuła podstęp i nie dała się przechytrzyć. Jeszcze skoro świt było kilka ?piknięć? na tej wędce, ale kolejnego brania się nie doczekaliśmy.

W sobotę około 7 rano obudził nas bajeczny dźwięk delkima, zacięcie i karp 7kg na macie- miło jak na zakończenie zasiadki. Oprócz niego złapaliśmy jeszcze karpia 5kg i 3kg. Po południu zaczęliśmy pakować sprzęt, by na wieczór dojechać do domu, wziąć cieplutki prysznic i przespać się pod cieplutką kołderką.

Podsumowując od poniedziałku wieczora do sobotniego popołudnia złowiliśmy 22 karpie o łącznej wadze ponad 100kg, największy z nich miał 8,5kg. Myślę, że gdyby nie to załamanie pogody które nas spotkało złowilibyśmy jeszcze więcej karpi. Niestety nie udało nam się przechytrzyć tych ?większych?, ale pewne jest że tam pływają- trzy tygodnie wcześniej Janusz złapał karpia ponad 15kg.

Zapewne część z was czytając ten artykuł pomyśli- ?O czym tu pisać? Przejechał tyle km do Francji by połapać małe karpie? Czym tu się chwalić?? Wierzcie mi, że nie co tydzień łapie się karpie powyżej 20 czy 30kg. Czytając większość prasy karpiowej, czy przeglądając portale karpiowe wydawać by się mogło że część karpiarzy łowi tylko te karpie z dwójką z przodu. Czyż to nie podejrzane? Czy oni małych karpi nie łapią? Każdy karp cieszy, nie ważne ile waży, każdy jest tak samo urokliwy i każdy ma szansę (jeśli my mu tą szansę damy i darujemy mu życie) urosnąć nawet do rekordu świata. Poza tym, jeśli łowisz z osobami które lubisz, nie ważne jest to, czy złapiesz rekord świata, czy nie złapiesz nic- liczy się towarzystwo! Bez wątpienia moim priorytetem było odwiedzić przyjaciela i miło spędzić w jego towarzystwie czas. Dzięki Janusza doświadczeniu mogę się wiele nauczyć i dalej rozwijać, a nie tkwić w miejscu i trzymać się kurczowo pewnych stereotypów, które są nam karpiarzom w pewnym stopniu wpajane.

Mam nadzieję że dotrwaliście do końca mojej opowieści ?z zielonego lasu?, jeśli macie ochotę, zapraszam do przeczytania kolejnej części z mojego wyjazdu, który ukaże się w niedługim czasie, w którym będę chciał opisać jednodniową zasiadkę na zbiorniku Etang De La Veronne? .



Tarnowski Klub Karpiowy P.E.T.A - Galeria Tarnowski Klub Karpiowy P.E.T.A - Galeria Tarnowski Klub Karpiowy P.E.T.A - Galeria Tarnowski Klub Karpiowy P.E.T.A - Galeria Tarnowski Klub Karpiowy P.E.T.A - Galeria Tarnowski Klub Karpiowy P.E.T.A - Galeria Tarnowski Klub Karpiowy P.E.T.A - Galeria Tarnowski Klub Karpiowy P.E.T.A - Galeria Tarnowski Klub Karpiowy P.E.T.A - Galeria Tarnowski Klub Karpiowy P.E.T.A - Galeria Tarnowski Klub Karpiowy P.E.T.A - Galeria Tarnowski Klub Karpiowy P.E.T.A - Galeria Tarnowski Klub Karpiowy P.E.T.A - Galeria Tarnowski Klub Karpiowy P.E.T.A - Galeria Tarnowski Klub Karpiowy P.E.T.A - Galeria Tarnowski Klub Karpiowy P.E.T.A - Galeria Tarnowski Klub Karpiowy P.E.T.A - Galeria Tarnowski Klub Karpiowy P.E.T.A - Galeria Tarnowski Klub Karpiowy P.E.T.A - Galeria Tarnowski Klub Karpiowy P.E.T.A - Galeria Tarnowski Klub Karpiowy P.E.T.A - Galeria Tarnowski Klub Karpiowy P.E.T.A - Galeria Tarnowski Klub Karpiowy P.E.T.A - Galeria Tarnowski Klub Karpiowy P.E.T.A - Galeria Tarnowski Klub Karpiowy P.E.T.A - Galeria Tarnowski Klub Karpiowy P.E.T.A - Galeria Tarnowski Klub Karpiowy P.E.T.A - Galeria Tarnowski Klub Karpiowy P.E.T.A - Galeria Tarnowski Klub Karpiowy P.E.T.A - Galeria Tarnowski Klub Karpiowy P.E.T.A - Galeria Tarnowski Klub Karpiowy P.E.T.A - Galeria Tarnowski Klub Karpiowy P.E.T.A - Galeria Tarnowski Klub Karpiowy P.E.T.A - Galeria Tarnowski Klub Karpiowy P.E.T.A - Galeria Tarnowski Klub Karpiowy P.E.T.A - Galeria Tarnowski Klub Karpiowy P.E.T.A - Galeria Tarnowski Klub Karpiowy P.E.T.A - Galeria Tarnowski Klub Karpiowy P.E.T.A - Galeria Tarnowski Klub Karpiowy P.E.T.A - Galeria Tarnowski Klub Karpiowy P.E.T.A - Galeria Tarnowski Klub Karpiowy P.E.T.A - Galeria Tarnowski Klub Karpiowy P.E.T.A - Galeria Tarnowski Klub Karpiowy P.E.T.A - Galeria